niedziela, 23 grudnia 2012

Zdobywanie nowych umiejętności // New skills

Od miesięcy męczę moich indonezyjskich kolegów by nauczyli mnie prowadzić łódź, która służy nam za główne źródło transportu w Batikap. Przez cały ten czas zbywali mnie pobłażliwymi uśmiechami. Nie dość że jestem baba to jeszcze do tego bule (biała) więc z założenia się do tego nie nadaję. Po dziesięciu miesiącach wspólnej pracy i życia w lesie wreszcie znalazł się jeden, który uznał, że może nie należy mnie skreślać z góry i dał mi szansę. No i tym sposobem posiadłam nową umiejętność, którą w nadchodzącym miesiącu z całą pewnością będę szlifować. Nie wiem na ile przyda mi się ona po powrocie do domu - pewnie wcale, ale nie w tym sęk. Pewnie mój przyszły pracodawca nie będzie nawet wiedział co to jest ces, prahu lub klotok ale to nie istotne. Bo nie dość, że mam frajdę ucząc się to jeszcze przy tym zobaczyć ten błysk niedowierzania w oczach moich współpracowników - bezcenne :). No cóż może nie umiem porządnie ugotować ryżu, ale za to wespnę się na drzewo, uruchomię generator prądu, zmienią olej w silniku, przeturlam dwustu litrową beczkę paliwa i od niedawna poprowadzę ces :). Na dowód zdjęcie:

 Prawie taka frajda jak na motorze :). 
Na zdjęciu Ali, który oszczędził mi wszelkich instrukcji jak sterować 
i pozwolił mi wpaść na wszystko metodą prób i błędów. 
//
Almost as much fun as driving a motorcycle :). 
On the photo Ali, who spared me any instructions on how to operate the boat 
and allowed me to come up with everything by myself by the 'trial and error' method.

 ---
For months I tried to have my Indonesian colleagues to teach me how to drive the boat, which serves us as a main source of transportation in Batikap. Throughout this time they were disposing of me with indulgent smiles. I'm not only a woman but also a bule (white person), so they obviously assumed I am not suited for that. After ten months of working and living together in the jungle I finally found one, who decided to give me a chance. Thus I possessed a new skill that in the coming month I will certainly improve. I do not know how I will use it when I get home - probably not at all, but that is so not the point. Probably my future employer will not even know what a ces or klotok or prahu is but that's not important. All because not only did I have fun learning driving ces but at the same time to see the flash of disbelief in the eyes of my colleagues - priceless :). Well I may not know how to properly cook rice, but I can climb a tree, run the generator, change the oil in the engine, move two hundred liter drum of fuel and from now on also drive a boat :). And there is of course a photo to prove it.

wtorek, 4 grudnia 2012

Czwarte już uwolnienie - dzień drugi // The fourth release - day two

Jeszcze dobrze nie opadły emocje po pierwszym dniu a my już szykowaliśmy się na przybycie kolejnych orangutanów. W tej grupie znalazły się po raz pierwszy rehabilitowane osobniki, tj. takie, które wychowane zostały przez ludzi i uczyły się w Nyaru Menteng jak radzić sobie w lesie. Dotychczas uwolnione przez nas orangutany w większości trafiły do Centrum, gdy były już niezależne i w mniejszym lub większym stopniu w chwili uwolnienia pamiętały jak sobie w lesie radzić, pomimo lat spędzonych w zamknięciu. Te, na wpół wciąż dzikie orangutany, zwykle świetnie sobie w lesie radzą, a nas ludzi nie lubią i starają się unikać. Rehabilitowane osobniki to zupełnie inna bajka. Jako, że miały z ludźmi wiele do czynienia, wiedzą że są od nas szybsze, sprawniejsze i silniejsze, słowem nie boją się nas w cale. Mało tego, lubią nasze towarzystwo gdyż, raz, ich opiekunki były dla nich jak matki a dwa, kojarzą nas z regularnymi dostawami pokarmu.

W związku z powyższym to czwarte uwolnienie, a zwłaszcza drugi dzień były dla nas wszystkich nowym doświadczeniem. Przygotowywaliśmy się do niego długo i intensywnie nie tylko przez ostatnie 2 miesiące, ale tak naprawdę od początku projektu.

Jak to się wszystko odbyło? Poniżej foto-relacja z uwolnienia pięciu samic z młodymi: Chanel z Charliem, Sif z Sifą, Leonory z Lamarem, Gadis z Garu oraz Emen z Embongiem a także samców: Mentenga, Terusana i Jamiata.

© BOSF/ Indrayana
 Od lewej // From the left: 
Pak Kursani, ja, Pupung, Maryos, Nabawi, Azis, Tedi, Tony, Widodo, Pak Anton, 
Ahmat, Muliono i Purnomo.


© BOSF/ Indrayana
 W drodze do miejsca uwolnienia orangutanów. 
//
 On the way to the release site.

 Przygotowanie klatek do zabrania przez helikopter. 
// 
Preparing cages for the helicopter to take it back.

Nadlatują :) 
//
 Here they come :)

© BOSF
 HLO - Ahmat w akcji. Pierwsze orangutany: Emen i Embong, 
Chanel i Charlie, Leonora i Lamar oraz Terusan szczęśliwie dotarły. 
//
 HLO - Ahmat in action. First orangutans: Chanrl with Charlie, Emen with Embong, 
Leonora with Lamar and Terusan safely arrived.

© BOSF
Chanel z Charliem już wysoko na drzewie.  
Uśmiechy mówią same za siebie. To był jeden z tych niezapomnianych momentów! 
// 
Chanel and Charlie up the tree. Can you see the smiles? 
Yes that was a very happy moment!

Poniżej zdjęcia zrobione przez Indrę. Terusan jest moim pierwszym własnoręcznie uwolnionym orangutanem. Ahh świetne uczucie!!! Zdjęć kilka cobyście mieli pełny obraz przebiegu wydarzeń ;). Trafił mi się szybki samiec co zresztą zdjęcia świetnie oddają. W ułamku sekundy był na drzewie :). Na zdjęciach poza Terusanem i mną Lone, Maryos i Graham.
 .
© BOSF/ Indrayana
© BOSF/ Indrayana
© BOSF/ Indrayana
© BOSF/ Indrayana
© BOSF/ Indrayana
© BOSF/ Indrayana
© BOSF/ Indrayana
© BOSF/ Indrayana
© BOSF/ Indrayana


  Menteng w chwilę po uwolnieniu.
// 
Menteng soon after being released.

Kolejny sukces!!! 21 orangutanów szczęśliwie wróciło do lasu! 
Zdrowie wszystkich 44 osobników zamieszkujących Batikap! 
// 
And again success!!! All 21 orangutans back in the forest!
Cheers to all 44 orangutans living now in Batikap!

---

Second day of release was equally if not evan more exciting. In this group which was about to arrive to Batikap were, for the first time, rehabilitated individuals, i.e. those that have been raised by humans and taught at the Nyaru Menteng how to cope in the natural environment. So far we have released only semi-wild orangutans, these who at the time they came to the Centre were already independent and  more or less remembered a lot about the forest despite years spent in captivity. These semi-wild orangutans usually doing just great in their new home plus they do not like people and try to avoid us. Rehabilitated individuals are a completely different story. Obviously rehabs have a lot more to do with people. They know that they are faster and stronger, thus they are not afraid of us at all. Not only that, they aslo like our company because at first they were raised by humans and second they associate us with a regular food supplies.

Accordingly, the fourth release and especially the second day was a new experience for all of us. We have been preparing for this day for a long time, not only for the past two months, but it fact since the beginning of the project.

How did it all go? Above you can find photos from the release of five females with their young: Chanel with Charlie, Sif with Sifa, Leonora with Lamar, Gadis with Garu and Emen with Embong as well as males: Menteng, Terusana and Jamiat.

There are also few photos of me opening the cage and releasing my VERY FIRST orangutan. Great feeling have to say! Terusan happened to be extra fast and within a second he was already up the tree. Apart of Terusan and me there are also Lone, Maryos and Graham on this photos.



poniedziałek, 3 grudnia 2012

Czwarte już uwolnienie - dzień pierwszy // The fourth release - day one

Nadszedł wyczekiwany przez wszystkich listopad, a z nim czwarte już uwalnianie orangutanów. Tym razem do Batikap przybyło w sumie 21 osobników!!!

Pierwszego listopada uwolniliśmy ósemkę. Do lasu wróciły: Paluy, Gundul, Jamal, Mangkutub, Gusti, Giant, Iyos i Kopi. Poniżej kilka zdjęć z przebiegu tego jakże ekscytującego dnia.

(© BOSF)
 Grupowe zdjęcie. 
// 
Team photo

© BOSF
No tak padało, lało wręcz, ale to nie szkodzi 
bo za każdym razem rozjaśniało się tuż przed przybyciem helikotera. 
A na zdjęciu wiecznie uśmiechnięty Tedi.
//
Well, yeah it rained, a lot even, but it didn't matter much 
as it always stopped just before the helicopter was about to come. 
Photo of always happy Tedi.


 Pierwsze 4 orangutany dotarły na miejsce. 
//
First 4 orangutans arrived in the release site.



Purnomo po raz pierwszy miał okazję otworzyć klatkę i uwolnić orangutana. 
Gundul bez zwłoki ją opuściła,
choć już bez zbędnego pośpiechu wspięła się na najbliższą lianę.
//
 Purnomo opening his very first cage and releasing his first orangutan. 
Gundul left the cage right away and with not much rush climbed the nearest liana.


(© BOSF)
 Kto nie chciałby mnieć zdjęcia z HLO ;)? W oczekiwaniu na kolejne orangutany. 
//
Who wouldn't like to have a photo with HLO ;)? 
While waiting for another sling load.

Zgaduję, że Ali lubi swoją pracę i przydzielone mu na ten dzień zadanie :).
//
I'm guessing Ali likes his job and the task he was given that day :).

Następna czwórka dotarła na miejsce. Na zdjęciu Ahmat otwierający Gusti.
//
Next four orangutans arrived in Monnu. Photo of Ahmat opening Gusti.

--

We were waiting and preparing for this moment for a very long time. The fourth release was about to take place on 1st and 2nd November. This time 21 individuals arrived in Batikap!

During first day of release eight orangutans came to Batikap. To the forest returned: Paluy, Gundula, Jamal, Mangkutub, Gusti, Giant, Iyos and Kopi. Photos of this very exciting day above.

wtorek, 9 października 2012

Wrzesień w Batikap // September in Batikap

Znów jestem w mieście. O miesiąc wcześniej niż to zakładał plan. Wszystko z powodu zbliżającej się już czwartej akcji uwolnienia orangutanów. Ale od początku. Po odwołanym locie miesiąc temu udało mi się dotrzeć do obozu.


Choć z jednio dniowym opóźnieniem jednak wystartowaliśmy. 
// 
Even thought with tha one day delay we have finaly took off. 


Rozprzestrzeniające się plantacje, na trasie z Palangkarayi do Tumbang Kuni.
 // 
Still expanding plantations on the way from Palangkaraya to Tumbang Kuni.


Wciąż nietknięty las na trasie Tumbang Kuni do Tumbang Naan. 
//
 Still undisturbed forest on the way from Tumbang Kuni to Tumbang Naan.


Podróż samolotem do Batikap zaoszczędza zwykle 2 dni. Ponieważ dolecieliśmy do T. Naan dość późno, a poprzedniej nocy intensywnie padało do obozu dotarliśmy dopiero następnego dnia. Wszystko dlatego, że poziom wody w rzece podniósł się znacznie i podróż łodzią po zmroku była zbyt niebezpieczna. W związku z tym przenocowaliśmy w Tumbang Tohan i następnego ranka ruszyliśmy do obozu. 

Ten ostatni miesiąc okazał się być bardzo intensywny. Nie tylko pod względem monitoringu i obserwacji orangutanów, ale także rozpoczynających się przygotowań do następnego uwolnienia.  Był to również trudny miesiąc. Niemal każdy dzień przynosił nowe wyzwania, z którymi cały nasz team musiał się zmierzyć. Nie było łatwo, ale dzięki zaangażowaniu wielu osób wszelkie trudności udało się pokonać i zaplanowany monitoring przebiegł zgodnie z planem pomimo drobnych utrudnień.

Monic zajadająca się termitami. 
// 
Monic feeding on termites.
 
W drodze do Camp Monnu z Meryl i Pak Tuwe. 
// 
On the way to Camp Monnu with Meryl and Pak Tuwe.


W Tumbang Naan z Erwinem wzięłam udział w jednym z wielu 
działań teamu prowadzącego proces socjalizacji. 
// 
In Tumbang Naan with Erwin. 
I joined one out of many events 
which are carried out by our team as a part of socialization process.


Po dość intensywnym i różnorodnym miesiącu w Batikap przybyłam do miasta by przedyskutować kilka kwestii, zaraportować wyniki monitoringu i wziąć udział w procesie przygotowań do następnej, dużej akcji uwalniania kolejnej, już czwartej, grupy orangutanów. Po bardzo intensywnym tygodniu rozmów, spotkań, planowania i zakupów znów się pakuję by wrócić do lasu. Przygotowania do następnego uwolnienia, podobnie jak wszystkich poprzednich, odbywają się w centrum w Nyaru Menteng ale także w Batikap. Wracam więc by razem z chłopakami przygotować obóz. Już za kilka tygodni do już uwolnionych 23 orangutanów dołączą następne! Przygotowani, uwolnienie oraz wyniki monitoringu możecie śledzić na blogu fundacji: http://goingback2dforest.wordpress.com/.

---

Again, I'm in town. About a month earlier than planned. All because of the upcoming, fourth release of orangutans. But from the beginning. After the canceled flight  a month ago, I managed to reach the camp with a slight delay.

Flying to Batikap saves usually 2 days. Since we landed in T. Naan quite late during the day and it was raining heavily the night before we got to the camp the next day. That's because the water level in the river has increased significantly and travelling by boat after dark was too dangerous. Therefore we slept in Tumbang Tohan and on the next morning we went to the camp.

This last month was very intense. Not only in terms of monitoring and observing orangutans, but also the beginning of preparations for the next release. It was also a difficult month. Almost every day brought new challenges that our entire team had to face. It was not easy, but thanks to the efforts of many people we managed to overcome the difficulties and planned monitoring runs smoothly.

So after a fairly intense month in Batikap I came to the city to discuss several issues, report the monitoring results and participate in the process of preparation for the next, forth already, release of orangutans. After even more intense week of discussions, meetings, planning, and purchasing necessary equipment here in town I am packing again to go back to the forest. Preparation for the next release, like all previous ones, will take place both in the Nyaru Menteng Center but also in Batikap. So I'm going back, to, together with the boys prepare camp. In just a few weeks to already released orangutans 23 new will join! You can follow the preparation, release, and monitoring results on the blog: http://goingback2dforest.wordpress.com/.


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Lot, który się nie odbył... // The flight that didn't take place

Wczoraj pisałam o tym, że wracam do lasu. No i to się nie zmieniło. Co się zmieniło, to że nie stało się to dziś.

Wszystko szło zgodnie z planem. Dotarłyśmy nad rzekę, która jest jednocześnie pasem startowym. Poddałyśmy się procesowi ważenia, który niestety w moim przypadku ujawnił efekty dłuższego pobytu w mieście. Następnie temu samemu procesowi poddane zostały bagaże, co z kolei zaowocowało przepakowywaniem, a raczej uszczuplaniem już bardzo wyselekcjonowanego zbioru absolutnie niezbędnych rzeczy. Wszytko dlatego, że miał z nami lecieć drugi pilot, który akurat się szkoli. Oczywiście nie powstrzymałam się i zapytałam, kto będzie czynił honory zwłaszcza podczas startu i lądowania :). Po tym wszystkim poinformowano nas, że musimy nieco poczekać aż poprawi się pogoda... Po godzinie 11 okazało się, że pogoda w Tumbang Naan jest na tyle kiepska że lot został odwołany. Zatem jutro rano kolejna próba powrotu to lasu. Trzymajcie kciuki!


Samolocik :). Dzisiejszy lot został odwołany więc może jutro się uda?
//
 The tiny plane :). Today's flight was cancelled so maybe tomorrow will be THE day?


Start, tym razem bez nas na pokładzie.
//
About to take off without us on board.

---

Yesterday I wrote that I am going back to the forest. Well, it has not changed. What has changed is that it did not happen today.

Everything was going according to plan. We arrived at the river, which at the same time is a plane runway. We went through the weighing process, which unfortunately in my case showed the effects of a too long stay in the city. Then the luggage undergone the same process, which in turn resulted in a re-packaging, or rather the reducing of already highly selected set of absolutely necessary things. Everything because of a co-pilot, who was suppose to join us as he is being trained. Of course, I couldn't help myself so I asked who would do the honors especially during takeoff and landing :). After all we were informed that we need to wait a while until the weather improves... A little after 11 am, it turned out that the weather in Tumbang Naan is too bad so the flight was canceled. Concluding, we are about to try again to go back to Batikap tomorrow morning. Keep your fingers crossed!

Najwyższy czas wracać // It's time to go back to the forest

Po wyjątkowo długim czasie spędzonym w mieście znów wracam do Batikap. Tym razem na samą myśl o podróży do obozu jestem podekscytowana. Wszytko dlatego, że środkiem transportu ma być samolot. I to nie byle jaki, a taki maleńki, zaledwie czteroosobowy. W dodatku lądowanie odbędzie się na rzece, więc zupełnie nowe doświadczenie. Pomimo wrażeń, których lot z pewnością dostarczy najbardziej cieszy fakt, że droga do obozu zajmie jeden a nie trzy dni. Niestety jest też minus tej ekspresowej wyprawy. Tak się składa, że tak mały samolot może zabrać zaledwie 350 kg wliczając w to wagę 4 pasażerów i pilota. Oznacza to, że każdy może mieć średnio 5 kg bagażu. Od kilku dni zastanawiam się co spakować :). Szczęśliwie większość absolutnie niezbędnych rzeczy mam na miejscu. Pozostaje więc kwestia zapasu słodyczy i wegetariańskich pokarmów, bez których trudno będzie mi się obyć. A kto wie ile przyjdzie mi czekać na ich dostawę? Może 2 tygodnie a może miesiąc... Tak czy inaczej cieszę się, że wracam do lasu :). W zasięgu sieci telefonicznej i internetu będę ponownie, za około 2 miesiące. Pozdrawiam wszystkich ciepło, a póki co kilka orangutanowych zdjęć wykonanych w Nyaru Menteg podczas wizyty wyspy Kaja.




---

After a very long time spent in the city, I am going back to Batikap again. For change, this time I am really excited just thinking about the trip to the camp. Everything because we take a flight. And not just any, we will fly with a tiny plane for four passangers only. In addition, the landing will take place on the river, so that will be the whole new experience. Despite the excitement, the flight will take only an hour, so the whole trip will take one day instead of three.  Yay! Unfortunately, there is also minus of this fast trip. It happens that such a small plane can take only 350 kg on board including the weight of four passengers and the pilot. This means that each person can take an average of 5 kg of luggage. For several days now I have been wondering what to pack :). Fortunately, most of the things I absolutely need I do have on site already. But there is stiil a question of supply of sweets and vegetarian food, without which it would be difficult to survive. And who knows how long I will have to wait for the delivery? Maybe two weeks or maybe a month ... Anyway, I'm glad that I go back to the forest :). I will be back in town, as usual, in about 2 months time. Greetings to all! And for now enjoy a few orangutan photos from Nyaru, taken during my visit in the Kaja Island.

sobota, 25 sierpnia 2012

Zapiski z lasu // Notes from the forest

Natknęłam się właśnie na notes. w którym ołówkiem zapisałam poniższego posta. Chociaż powstał on dobrych kilka tygodni, jeśli nie miesięcy temu, wciąż pozostaje aktualny.

Już od 2 godzin siedzę w lesie. Jest 5:56 i jakieś 12 metrów ode mnie Tarzan objada się owocami liany. Jest szaro i chłodno, no i oczywiście mokro z racji tego, że pada bez przerwy od wczorajszego popołudnia. Taki dzień powinno się spędzić w łóżku i zawiniętym w koc czytać książkę lub oglądać film. Tak się jednak składa, że nie mam tu dość wygodnego łóżka, w którym chciałoby się przeleżeć taki smętny dzień. Ponadto wokół mam piękny las pełen gibbonów, langurów, niedźwiedzi czy orangutanów. Obserwowanie tych ostatnich i okazjonalne spotkania z wszystkimi wymienionymi oraz wieloma innymi gatunkami zwierząt są jednak znacznie ciekawszą formą rozrywki nawet w czasie deszczu. A fakt, że drugi dzień z rzędu wstaję o 3ciej nad ranem, włóczę się po lesie i karmię bandę pijawek, komarów i innych krwiopijców jest wynagrodzony możliwością spędzenia dnia z orangutanem, który nie dość, że wrócił do lasu to jeszcze świetnie sobie w nim radzi. 

Można by pomyśleć, że prowadzenie obserwacji przez 12 godzin dziennie podczas których osobnik większość czasu je, a pozostałą odpoczywa i trochę wędruje może nudzić. Do pewnego stopnia tak jest, nie każda minuta czy godzina spędzona w lesie trzyma w napięciu i dostarcza niezapomnianych wrażeń. Niemniej w większości przypadków prawie każdego dnia mamy okazję zaobserwować coś interesującego lub nowego. Dla takich momentów, gdy mam okazję zobaczyć Monic budującą parasol, Tarzana konstruującego dach nad gniazdem, w którym zamierza spędzić noc lub okrywającego się kołdrą zrobioną z gałęzi jest naprawdę ekscytujące. Możliwość podglądania jak jeden z orangutanów uczy się i naśladuje innego, czy jak między uwolnionymi osobnikami zawiązują się sympatie bądź antypatie jest niezmiernie interesujące. I choć większość z tych wydarzeń trwa chwilę, to wierzcie mi warto na nie czekać kilkanaście godzin, nawet gdy pogoda nie dopisuje :).

W pracy :) // At work

---

I just came across the notes that I took one day in the forest.  Although it was a good few weeks, if not months ago it still remains up to date.

I am in the forest for two hours already. It is 5:56 am and about 12 meters from me Tarzan feeds on liana fruits. It is gray, cold and wet because of the rain which didn't stop since yesterday afternoon. Such a day is meant to be spent it in bed, wrapped in a blanket with a good book or movie as a companion. It happens that I do not have here comfortable enough bed in which I would like to stay during miserable day like this. In addition, all around I have a beautiful forest full of gibbons, langurs, bears and orangutans. I find it more entertaining to watch orangutans and occasionaly see other animal species also when it rains. Even though it is the second day in a row that I have to get up in the morning at 3 am, wandering in the jungle during the rain and feed a bunch of leeches, mosquitoes and other blood-suckers I am rewarded with the opportunity to spend a day with the orangutan, which not only returned to the forest recently but also is proving to do great and feel well in his new home.

You might think that carrying observation for 12 hours a day during which orangutan most of the time just eat, and the rest of it rest and travel around a bit, may be boring. To a certain extent it is. Not every minute or hour spent in the forest keeps you in suspense and delivers amazing experience. However, in most cases, almost every day we have the opportunity to see something interesting or new. For those moments when I get to watch Monic building an umbrella, Tarzan constructing a roof above his nest, or covering himself with the blanket made from branches before his night sleep - is really exciting. The possibility to see how one of the orangutans learns from and imitates another individual behaviour or as between the released orangutans sympathies or antipathies are being formed is extremely interesting. And while most of these events takes only a moment, believe me it is worth to wait a few hours, even under bad weather  :).

czwartek, 23 sierpnia 2012

8 orangutanów wrócio do lasu // 8 orangutans returned to the forest

Już po raz trzeci orangutany wróciły do domu. Osiem nowych osobników dołączyło do piętnastu, które od kilku miesięcy żyją w Batikap. O orangutanach oraz szczegółach przebiegu ich uwolnienia a także pierwszych efektach monitoringu możecie przeczytać na http://goingback2dforest.wordpress.com/.

Życzę wszystkim nowo przybyłym orangutanom bu czuły się w Batikap tak dobrze 
jak Tarzan, który  ma się świetnie. 
//
 I wish to all newly arrived orangutans that they feel in the Batikap as well as 
Tarzan who is doing absolutely great.

---

For the third time orangutans came back home. Eight new individuals joined the fifteen, which are already for few months living in Batikap. About new orangutans and details of their release as well as first results of monitoring you can read here: http://goingback2dforest.wordpress.com/.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Ostatnie dwudzieste // The last thwentieth

No tak, znów o rok starsza. Tym razem urodziny spędziłam w Batikap. 13tego czerwca wieczorem dotarliśmy do obozu. Mogłam mój przyjazd opóźnić i zostać w mieście, ale prawdę mówiąc nie mogłam się już doczekać powrotu do lasu. 15tego zrobiłam sobie częściowo dzień wolny. Przeczytałam raporty z 2 tygodni mojej nieobecności, wprowadziłam trochę danych, a resztę dnia spędziłam na plaży czytając książkę i wsłuchując się w odgłosy lasu. Wieczorem po codziennym spotkaniu całego zespołu mieliśmy mała imprezę. W Indonezji nie ma zwyczaju świętowania urodzin jak my to robimy. Tutaj solenizant raczej nie zdradza daty urodzin, żeby uniknąć dowcipów, które zwykle polegają na  jedzeniu bądź piciu obrzydliwych mikstur lub też byciu oblanym czymś wstrętnym (np. sardynkami w sosie pomidorowym – zapachu nie można się pozbyć przez kilka dni). Szczęśliwie zostałam potraktowana ulgowo, choć tradycji oczywiście musiało stać się za dość. Nabri przejął inicjatywę i oblał mnie kubłem zimnej wody, sprawiając tym olbrzymią radość wszystkim zgromadzonym. Przy piwku, cytrynowych ciastkach własnej roboty i dźwiękach gitary oraz śpiewach spędziłam bardzo miły wieczór, uwieńczeniem którego było obejrzenie filmiku z życzeniami od wszystkich, który nakręcił i złożył dla mnie Pau.

Tak to minął mi pierwszy dzień 29tego roku życia :). Dziękuję wszystkim za pamięć, życzenia przesłane najróżniejszą drogą,  zwłaszcza za kartki, listy i paczki! Wszystkie bardzo mnie ucieszyły!!!

video

---


So I am older again. This time I spent my birthday in Batikap. On the 13th June at the evening we arrived in camp. I could delay my come back to camp and stay in the city, but to be honest I just couldn't wait to return to the forest. On the 15th I decided to have a sort of day off. I read the reports from the last two weeks of my absence, entered some data and then, rest of the day, I spent at the beach reading a book and listening to the sounds of the forest. In the evening after the daily team meeting we had a little party. In Indonesia, there is no custom of celebrating birthdays like we do it. Actually people do not like to admit that it's their birthday in order to avoid jokes. In my case luckily enough I didn't get to eat or drink something disgusting instead a full bucket of cold water has been poured above my head what obviously was very enjoyable for everyone present. Later while drinking beer, eating lemon handmade mini pancakes and singing accompanied by sounds of the guitar I spent a very pleasant evening, the culmination of which was watching the movie with the wishes from all. The video was taken and put together by Pau - thanks man!.

So this is how my first day of the 29th year on earth has passed :). Thank you all for your wishes sent by various ways, emails and fb messages but especially for the cards, letters and packages! All of it made me very happy thank you!

czwartek, 26 lipca 2012

Powrót do lasu // Back in the forest

Po bardzo intensywnych 2 tygodniach w mieście nadszedł czas by wrócić do obozu. Fakt, że uwielbiam to co robię i miejsce w którym pracuję to na samą myśl o podróży jestem zmęczona. Opisałam już raz drogę do obozu, ale trochę się od tego czasu zmieniło. Choćby fakt, że zamiast 12 godzin w samochodzie do Puruk Cahu spędzamy 8 w drodze do Tumbang Lahung. Tam przesiadamy się na tzw. taxi motor czyli łódź napędzaną silnikiem, ale nie motorową. Typowa łódź motorowa przebywa odcinek z Tumbang Lahung do Batu Ampar w około 2 godziny podczas gdy taxi motor w 5 do 6ciu. Z Batu Ampar do obozu trasa jest wciąż ta sama - 2 godziny w samochodzie i następnie 7 w łodzi zwanej klotokiem, cis lub alkon też napędzanej silnikiem, ale również nie tak szybkiej jak typowa łódź motorowa. Cis osiąga zwykle prędkość nie większą niż 20 km/h. Zapraszam więc w drogę do obozu:

Droga z Palangki do Tumbang Lahung. Nie w całości jest aż tak kiepska,
ale od momentu przekroczenia rzeki do wioski przez ok 2 godziny prowadzi taka droga.
 A teraz wyobraźcie ją sobie w deszczu lub zaraz po..., a pada tu niemal codziennie :) 
// 
The road from Palangka to Tumbang Lahung. It is not that bad all the way to the village
 but just for about 2 last hours. Now imagine it during the rain or soon after... 
and it does rain here almost every day :)


Wschód słońca, gdzieś nieopodal Batu Ampar. 
 //
 Sun rise somwhere near Bantu Ampar.

Pominę 5 minutowy film z 2wu godzinnej jazdy samochodem z Batu Ampar do Camp B z tej prostej przyczyny, że nie wiele na nim widać. Powodem jest to, że na tym odcinku trasy do obozu porządnie nas wytrząsa, tym samym wspomniany filmik to skaczący obraz krętej, żwirowej drogi i otaczającego ją lasu. Nam ten krótki przejazd zwykle przyprawia o ból głowy i kilka nowych siniaków.

Zachód słońca na rzece Joloi. Stąd do obozu już tylko godzina...
//
 Sun set at the river Joloi. From here to camp it is only another hour or so...


Po 3 dniach podróży witamy w obozie Posu.
//
After 3 days of travel welcome in the camp Posu.


----

After a very intensive two weeks in the city it was time to return to the camp. Even though I love what I do and the place where I work, I feel tired already when I think of taking that trip again. Once I described the way to camp, but the route has changed slightly since then. For example now instead of 12 hours in a car to Puruk Cahu we spend 8 on the way to Tumbang Lahung. Then we change for so-called taxi motor or a motorized boat which is soooo not a spead boat. The difference is that typical spead boat takes you in about 2h from Tumbang Lahung to Batu Ampar when the taxi motor does it in  5 to 6 hours. From Batu Ampar route to the camp is still the same, so two hours in the car and then seven in a motorized boat called klotok, cis or alkon but again not too fast, we usually go with maximum speed of 20km/h. So join me now for a short verion of my 3 day long trip to the forest - see the short video and photos above. I have just skipped a five-minute film which suppose to ilustrate the 2 hour journey from Batu Ambar to Camp B. I did it because all you would see is a shaky image of the poor quality road and the surrounding. This part of the trip usually gives us a headache and many bruises.

wtorek, 12 czerwca 2012

wracam pod koniec lipca // I will be back again at the end of July

Jutro z samego rana wyruszam w 3 dniową podróż do Batikap. Do cywilizacji powinnam wrócić pod koniec lipca, a do tego czasu będę obserwować orangutany, przygotowywać następne ich uwolnienie i cieszyć się lasem. Do usłyszenia więc następnym razem!

---

Tomorrow morning I am going to start 3 days trip to Batikap. To the civilization I should come back at the end of July. Until then I will be watching orangutans, preparing for the next release and just enjoying the forest. So I'll talk to you next time I am in town!

sobota, 9 czerwca 2012

Leśna codzienność // My forest's routine

Moje dni w lesie są do siebie podobne, a mimo to każy jest inny. Budzę się zwykle o 4tej nad ranem. Zazwyczaj wtedy gibbony już nie śpia i śpiewają. Oczywiście najpierw wypijam kawę i przysłuchuję się tym śpiewom zanim moi indonezyjscy koledzy uruchomią muzykę z telefonów. Około 6tej niemal wszyscy są już na nogach. Jemy śniadanie i przygotowujemy się do wyruszenia na poszukiwanie orangutanów. Pracujemy zwykle w dwu osobowych grupach. O 8mej rano wszyscy są już w lesie i wykonują przypisane im zadania. Szukamy orangutanów zwykle przez 7 godzin, gdy uda nam się któregoś znaleźć zostajemy z nim lub nią do czasu aż pójdzie spać. Po całym dniu włóczenia się po lesie wracam do obozu. Przepytuję wszystkich jak minął ich dzień, którego z naszych 15tu orangutanów udało się zlokalizować lub zobaczyć. Pod wieczór jemy kolację po której spotykamy się wszyscy, by raz jeszcze omówić miniony dzień oraz podzielić obowiązki na dzień następny. Po spotkaniu każdy zajmuje się tym, na co ma ochotę. Głównie grą w szachy, oglądaniem filmów lub zwyczajnie rozmową. Ja natomiast sprawdzam zebrane w danym dniu informację, piszę raport dzienny i planuję aktywności na następne dni. Gdy zostanie mi trochę czasu lubię wtedy poczytać o orangutanach i ich zachowaniu, poszukać odpowiedzi na pytania, które mnożą się w trakcie obserwacji. Staram się też uczyć języka głównie przez rozmowy z moim indonezyjskimi kolegami. Dzień dla wszystkich kończy się z chwilą wyłączenia generatora tj. ok 9tej lub 10tej wieczorem.

Następny dzień wygląda podobnie, no chyba, że akurat mam okazję obserwować któregoś z naszych orangutanów. Wtedy mój dzień zaczyna się jeszcze wcześniej bo o 5tej muszę być już w lesie. W zależności od tego jak daleko znjduje się orangutan bywa, że wstaję o 3ciej. Dzień jest wtedy odpowiednio dłuższy, gdyż zwykle obserwację prowadzimy aż do momentu, gdy orangutan zdecyduje się pójść spać. Czasem jest to już o 16tej ale częściej po 17tej. Te długie dni są oczywiście bardziej męczące, ale też niewiarygodnie przyjemne i satysfakcjonujące. Staram się prowadzić obserwacje tak często jak to możliwe.

Co jakiś czas, w zależności od potrzeb, spędzam dzień w obozie. Wprowadzam zebrane dane, piszę raporty itp. I chociaż w te dni mam też okazję zrobić pranie, wygrzać się na słońcu, napisać list lub spisać wydarzenia dni poprzednich i nieco fizycznie odpocząć, to po każdym dniu spędzonym przed komuterem z radością wracam do lasu :).

Moje codzienne obowiązki to nie tylko zaplanować co, kto ma robić, ale też upewnić się, że wszystko odbywa się zgodnie z planem. Że w obozie niczego nie brakuje, że nie skończy nam się paliwo lub żywność przed następną dostawą. Poza tym staram się upewnić, że wszyscy są w dobrych humorach, zadowoleni i zmotywowani do pracy. Ponieważ pracuję z samymi mężczyznami, którzy są nad wyraz sprawni, wytrzymali i nie lubią się skarżyć, że coś im dolega staram się też upewnić, że wszyscy są zdrowi i w dobrej formie. Każdego dnia spotykam się z nowymi wyzwaniami na wszystkich frontach, ale to tylko czyni tę pracę ciekawszą i utrzymuje mnie na najwyższych obrotach niemal non-stop. Pracuję w cudownym miejscu w bardzo dobrym towarzystwie. Codziennie uczę się czegoś nowego o lesie, orangutanach i innych zwierzętach, ale też o ludziach, tutejszych zwyczajach no i oczywiście cały czas uczę się języka. Wiecznie brakuje mi czasu dla siebie, ale po raz pierwszy od dawna nie przeszkadza mi to :). Jasne, że myślę czasem o tym co bym teraz robiła gdybym nie była w Indonezji. Brakuje mi spotkań przy piwku z przyjaciółmi, wypadów motorowych i rowerowych w doborowym towarzystwie, wizyt na Grottgera, weekendów w domu u rodziców, wieczorów z Greys Anatomy i liczenia gitar w moim ulubionym mieszkaniu w Chorzowie, wyjazdów do Goettingen czy dyskusji i plotek w kuchni na Wiśniowej (Mama nadzieję, że każdy się w tej wyliczance rozpozna :)). Tęsknię za wami wszystkimi oczywiście, a jednak mimo to chcę tu zostać tak długo jak to możliwe :).


Wieczorne spotkanie 
//
 An evening meeting

Gdy Ahmat jest w obozie zwykle to on prowadzi spotkania, 
a ja wtedy uczę się bardzo wielu nowych słów 
lub ich poprawnej, formalnej wersji :)
(photo ©BOS)
//
On the occasion when Ahmat is in camp 
he usually runs the meetings when I get to learn many, 
many new words or just their proper, formal version :).
 (photo ©BOS)

Pak Mantir i Purnomo zastanawiają się gdzie podziały się nasze orangutany. 
// 
Pak Mantir and Purnomo wondering where did all orangutans go.

Purnomo na szczycie wzgórza Simon. 
To najlepszy punkt do wykrywania orangutanów 
przy użyciu odbiornika radiowego.
//
Purnomo at the top of the Bukit Simon. 
It's the best spot to pick up signal of orangutans 
with the radio-tracking equipment.


Co miesiąc zmienia nam się nieco skład osobowy. 
Na zdjęciu grupa z kwietnia. 
Od lewej: z góry:Ahmat, Kolo, Aji, Pendi, Uberto, Hery, 
Pak Samudi, ja, Meriam, Purnomo; 
po środku: Adul, Pak Sangai, Candra, Pak Mantir,
Tolen, Pak Sanang, Hugu; 
i na dole: Pau, Pak Cagar i Suri.
//
Every month we have some new people in our team. 
This photo shows team from April. 
From left: at the top: Ahmat, Kolo, Aji, Pendi, Uberto, Hery, 
Pak Samudi, me, Meriam, Purnomo; 
in the middle: Adul, Pak Sangai, Candra, Pak Mantir, 
Tolen, Pak Sanang, Hugu; 
and down: Pau, Pak Cagar and Suri.

Team majowy, od lewej z góry: Ahmat, ja, Owang, Nabri, Meriam, Pak Johanis, 
Pak Sanang, Pak Tuwe, Uberto, Hery, Joy, Adi, Pupung, Pau i Purnomo.
//
Team from May, from the top left: Ahmat, me, Owang, Nabri, Meriam, Pak Johanis, 
Pak Sanang, Pak Tuwe, Uberto, Hery, Joy, Adi, Pupung, Pau and Purnomo.



---

My days in the forest are similar, and yet every is different. Normally, I wake up in the morning at 4am. Usually at this time gibbons no longer sleep and start to sing. Of course I drink coffee first and listen to the gibbons singing before my Indonesian colleagues wake up and start to play music from their phones. Approximately at 6 am almost everyone is already on their feet. We eat breakfast and get ready for the forest. We usually work in the teams of two. About 8 am everyone is already in the forest and perform their assigned tasks. We are looking for orangutans usually for 7 hours but when we find one, we are following him or her until the nest. When everyone is back in camp I check with them all how their day was and who out of our 15 orangutans has been located or seen. In the evening we eat dinner and after that we would meet again to discuss the passing day and to share responsibilities for the next one. After the meeting, everyone have their time off and do whatever they want, which usually are playing chess or cards, watching movies or just talking. For me free time starts later after I check the data collected on a given day, write a daily report and plan activities for the next days. If I have some time left I like to read about orangutan behaviour and look for answers to the questions which arise during observations. I try to spend some time learning bahasa indonesia usually by talking to my Indonesian friends. A day ends for all of us when we turn off the generator which is around 9 or 10 in the evening.

The next day looks similar, well, unless I have the opportunity to observe one of our orangutans. Then my day begins even earlier because at 5 am I already have to be in the forest. Depending on how far the orangutan happens to be nesting I may have to wake up at 3 am. The day is then much longer, because we usually observed orangutans until they build the night nest. Sometimes they do it already at 4 pm but more often after 5 pm. These long days are obviously more difficult and tiring, but also incredibly satisfying and rewarding. I try to observe orangutans as often as possible.

From time to time, depending on the needs, I spend days in the camp. Then I will enter the collected data, analyze them, write reports, etc. Even though on these days I also have the opportunity to do laundry, bask in the sun, write a letter or write down the events of the preceding days and rest a bit physically, still after a day spent in front of computer I really want to be back in the forest :).

My daily work is not only about arranging what and who is supposed to be doing, but also make sure that everything is done according to the plan. I make sure that in the camp nothing is missing, that we are not going to run out of fuel or food before the next delivery. Besides, I try to make sure that everyone is in a good mood, happy and motivated to work. Because I work with guys only, who are extremely fit, resilient and do not like to complain that something is wrong with them, I try to also make sure that everyone is healthy and in good shape. Every day I meet with new challenges on all fronts, but this only makes the job more interesting and keeps me at full capacity almost non-stop. I work in a wonderful location in a very good company. Every day I learn something new about the forest, orangutans and other animals, but also about the people, local culture and of course the whole time I'm learning the language. Eternally I miss the time for myself, but the first time in a long time it does not bother me :). Of course, sometimes I think about what I would do now if I was not in Indonesia. I miss spending time with my friends, I miss bicycle and motor trips in the best company, as well as visits in the appartment at Grottgera, weekends at home with my parents, evenings with Grey’s Anatomy marathons and counting guitars in my favorite place in Chorzow, trips to Goettingen or discussion and gossiping in the kitchen in the office at Wiśniowa. (I hope everyone will easily recognize themselves above). I miss all of you guys, but still I wish to stay here as long as possible :).